Nowe posty

Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości -

Strony: [1]
1
Cytuj
Debian + XFCE / LXDE. Żadnych opartych na Debianie systemów.
A jakiś argument, dlaczego tak?

Jeżeli potencjalny nie miał nigdy styczności z Linuksem, Debian na start nie jest dobrym rozwiązaniem.

Sugeruję polski remiks Ubuntu z ubuntu.pl lub remiksy Xubuntu (lżejsze).

2
kujawsko-pomorskie / Bydgoszcz - cała Bydgoszcz i okolice
« dnia: 2012-02-23, 23:40:03 »
Uaktualniam:

Fedora 16 x86_64

Ubuntu 11.10

3
Instalacja / problem z instalacją jakiegokolwiek linuxa
« dnia: 2011-08-28, 17:39:58 »
Próbowałeś włączyć LiveCD i sprawdzić czy tam wykrywa podłączone dyski, czy w ogóle LiveCD się uruchamia?

4
kujawsko-pomorskie / Bydgoszcz - cała Bydgoszcz i okolice
« dnia: 2011-07-08, 22:36:53 »
Do całości doszły także ostatnie wersje Fedory.

Fedora: 14, 15 x86_64

5
kujawsko-pomorskie / Bydgoszcz - cała Bydgoszcz i okolice
« dnia: 2010-05-31, 23:20:20 »
Warto odświeżyć temat.

Aktualnie do dyspozycji:

Ubuntu: 9.04 Desktop Edition, 10.04PL Lśniący Lamparcik amd64 (x86_64, wersja 64-bitowa)
Fedora: 13 x86_64
Gentoo: 10.1
Debian: 5.0

Reszta już jest tak stara, że nie ma sensu wymieniać...

6
kujawsko-pomorskie / Bydgoszcz
« dnia: 2009-07-04, 12:42:11 »
Jakiś czas temu też zakładałem tutaj temat o rozdawaniu Linuksa, nie myślałeś aby zebrać ludzi zainteresowanych w Linuksie, w naszej okolicy?

7
Ubuntu jest najłatwiejsze chyba, potem Mandriva (bardzo multimedialna) albo Fedora, choć w tej już coś musisz wiedzieć raczej, choć tez zależy. Jeżeli uda Ci się połączyć z netem, wszystko masz właściwie na forach.

8
Przeglądarki internetowe / google internet browser
« dnia: 2008-09-05, 23:46:18 »
Sądzę w tym artykule każdy znajdzie coś ciekawego dla siebie, o Googlach jak i ich przeglądarce.

Cytat: "heise-online.pl"
Przeglądarka internetowa Google Chrome budzi emocje w Sieci

Rosnąca dominacja wyszukiwarkowego lidera – firmy Google, w różnych dziedzinach Internetu, w tym na rynku reklamy i w branży aplikacji online, wywoływała już nie raz debaty nad "ośmiornicą Google'a". Często dyskutowano również nad tym, czy firmowe motto Google'a – "Don't be evil" – ma jeszcze jakiś sens. Niektórzy specjaliści uważają wręcz, że Google'a trzeba zniszczyć. Przygotowana wczoraj do pobrania przeglądarka Chrome nie tylko zaogniła i tak już zaciekły spór o to, który browser jest najlepszy, ale też wywołała dyskusje na temat dalszych planów i pozycji

Polski zachwyt i nie tylko

W większości polskich online'owych mediów spotkamy się z zachwytami i opisami funkcji, którymi nowy browser dysponuje. Słowa uznania płyną też ze strony większych serwisów IT. I tak na przykład w dziale Technologie i Internet portalu Gazeta.pl czytamy, że Google Chrome "to nazwa, która będzie rozpoznawana wkrótce na całym świecie i stanie się synonimem przeglądarki internetowej". Tytuł ten może budzić sprzeciw purystów językowych, bowiem Google Chrome synonimem przeglądarki stawać się już nie musi, ponieważ nią właśnie jest. Z kolei serwis PC World przygotował swoim czytelnikom gotowy poradnik uczuciowy zatytułowany "7 powodów, dla których warto zakochać się w Google Chrome". Ciekawa to zachęta, bo tytuł można skojarzyć również z siedmioma głównymi występkami znanymi z tradycji judeochrześcijańskiej. Cóż, może ów kontrast jest sposobem na dodanie odrobiny pikanterii technicznemu opisowi kilku zalet nowego oprogramowania.

Nieco bardziej wyważone i co ważniejsze, pełniejsze opinie możemy spotkać w polskiej blogosferze. Swoje wrażenia z użytkowania i przemyślenia odnośnie do strategii Google'a opisuje na przykład twórca bloga Netto. Za jeden z wyjątków wśród popularnych dostawców informacji IT można uznać artykuły w online'owym wydaniu "Rzeczpospolitej". Ich autorzy prezentują nie tylko zdolność do przekazywania informacji, ale również umiejętność samodzielnego wyciągania wniosków. Na przykład w tekście zatytułowanym "Bój o przyszłość komputerów" znajdziemy trafne spostrzeżenia dotyczące celów wydania przez Google'a własnego browsera.

Szturm na Microsoft?

Chrome nie jest jedynie zamachem na dominującą pozycję Microsoftu w dziedzinie przeglądarek. Wielu komentatorów, np. Kara Swisher w swoim blogu czy Mercury News z San Jose mówią nawet o nowej "wojnie przeglądarek". Inni zaś inspirują się taką myślą, używając ostrych tytułów, np. "Financial Times Deutschland": "Google wznieca pożar" (w niem. gra słów: browsen i brausen).

Koncern Google może celować w dominację Microsoftu na rynku systemów operacyjnych, zauważa Michael Arrington z technobloga TechCrunch. Chrome nie powinien być postrzegany wyłącznie jako konkurent Internet Explorera, ale przede wszystkim jako wehikuł dla aplikacji oferowanych przez firmę z Mountain View. Poza tym w blogu FAZ Chrome został okrzyknięty "koniem trojańskim". Przeglądarka integruje inne usługi Google'a takie jak poczta, podglądy dokumentów czy arkuszy kalkulacyjnych, a także wyszukiwanie desktopowe. Wszystkie te programy – dzięki Google Gears – mogą działać także w trybie offline, zupełnie niezależnie od platformy systemowej. Jako że aplikacje te są (na razie) bezpłatne, Chrome może dać im, a tym samym także koncepcji cloud computing, solidny fundament.

Dziel i rządź

Zanim jednak do tego dojdzie, koncern będzie musiał wywalczyć sobie znaczącą pozycję na rynku przeglądarek, na którym według różnych analiz Microsoft ma nawet 70% udziału. Jak odkryli analitycy Internetu, niewykluczone, że lider wyszukiwania już postawił pierwsze kroki na tej drodze.

Według danych amerykańskiego startupu GetKlicky, który twierdzi, że obserwuje 45 tysięcy stron, nowa przeglądarka zyskała 3 procent udziału w rynku. Nawet jeśli tę liczbę traktować poważnie, należy wziąć pod uwagę, że takie wyniki mogą być spowodowane ciekawością internautów, którzy za jakiś czas wrócą do dotychczas używanej przeglądarki. Możliwe też, że ci użytkownicy, którzy pobrali Chrome'a, uwierzyli w reklamy Google'a i chcieli przekonać się, czy jest bardziej stabilny, mniej pamięciożerny (sic!) i szybszy. Być może więc pozostaną oni już przy nowym browserze.

Tym niemniej zdaniem analityka Citigroup, Marka Mahaneya, rzeczywiście istnieje popyt na przeglądarkę, która jest szybsza, prostsza i stabilniejsza niż Internet Explorer. Przy czym kwestie bezpieczeństwa mogą być przedmiotem dyskusji dopiero po pierwszych wykrytych lukach. Mahaney wskazuje przy tym na 20% internautów, którzy poruszają się w Sieci za pomocą Firefoksa. Jako że przeglądarka Mozilli w odróżnieniu od Internet Explorera nie jest fabrycznie instalowana na systemach Windows, stanowi to pewien godny uwagi fenomen. Tę przeszkodę będzie musiał pokonać także Chrome, ale inaczej niż w przypadku Microsoftu ten konkurent nie podlega ograniczeniom antymonopolowym – analizuje "Seattle Times".

Monopole

W wyniku porozumienia osiągniętego w roku 2002 w wyniku postępowania antymonopolowego rządu USA przeciwko Microsoftowi software'owy koncern ma się powstrzymywać od finansowego wynagradzania producentów komputerów za nieinstalowanie innego oprogramowania niż aplikacje Microsoftu. Termin tego porozumienia upłynął w ubiegłym roku, ale w styczniu został on przedłużony przez nadzór antymonopolowy z inicjatywy kilku stanów. Takie warunki nie obowiązują jednak Google'a, w wyniku czego firma ta może – w odróżnieniu od niezbyt silnej finansowo i wspieranej przez Google'a Mozilla Foundation – używać pełni swoich sił. W tym czasie Microsoft jest w stanie jedynie w pośredni sposób oddziaływać na producentów pecetów – czytamy w analizie.

Marka

Doug Anmuth, analityk firmy Lehman Brothers cytowany przez "The Wall Street Journal" uważa, że w rozpowszechnianiu Chrome'a Google może czerpać korzyści ze znajomości swojej marki oraz różnych rodzajów partnerstwa. Jak szacuje Anmuth, w ten sposób Google w ciągu dwóch lat może pozyskać nawet do 20% rynku przeglądarek w USA.

Emocje studzi jednak menedżer Microsoftu Dean Hachamovitch, na którego powołuje się "The New York Times". Jego zdaniem Chrome to nie jest ani pierwsza, ani też najlepsza przeglądarka internetowa, ale jedynie pierwsza przeglądarka Google'a. Jego zdaniem oczekiwany wkrótce Internet Explorer 8 będzie lepszy pod względem funkcojnalności. W tej chwili nie da się określić, czy i jak szybko Chrome będzie się upowszechniać. Dlatego też Hachamovitchovi, podobnie jak wczoraj szefowi Mozilla Foundation Johnowi Lilly'emu, nie pozostaje nic innego, jak tylko zachwalać zalety własnego modelu biznesowego i własnego oprogramowania.

"Sieciozbrodnia"

Niemiecka "Süddeutsche Zeitung" już teraz pisze o niepokojach związanych z nową przeglądarką. W komentarzu gazety Chrome jest przedstawiony jako konsekwentny krok w strategii Google'a. Radość antagonistów Microsoftu na wpływowych forach była dla Google'a czymś oczywistym. "Jednak na tych forach są też ludzie, którzy uważają, że orwellowska wizja wszechobecnego państwa policyjnego może się spełnić nie w totalitarnych systemach realnej polityki, ale w działaniach potężnego koncernu Google" – czytamy w komentarzu. Jeszcze pod koniec 2007 roku analiza przygotowana przez politechnikę w Grazu ostrzegała przed "zagrożeniem dla ludzkości", jakie stanowi koncern Google. Według niej "monopolistyczne zachowania" lidera rynku zagrażają temu, w jaki sposób postrzegamy świat i w jaki sposób postrzegamy samych siebie jako jednostki.

Najpowszechniej krytykowanymi ze względu na naruszenia prywatności usługami Google'a jest wchodzący w skład Google Maps podgląd ulic (Street View), usługa Google Mail archiwizująca nawet usunięte wiadomości i wyszukiwarka, za pomocą której przeprowadzane są badania na internautach. Microsoft wykorzystuje te informacje jako okazję do zyskania kilku punktów u klientów. Zdając sobie z tego sprawę, firma z Mountain View opublikowała już uwagi w sprawie ochrony prywatności w Chrome'ie. Uspokajająco mogą brzmieć np. takie zdania jak: "W celu pobrania i użytkowania Chrome'a nie trzeba podawać żadnych informacji osobistych". Tym niemniej przeglądarka jest tak fabrycznie skonfigurowana, że jednoznaczny numer aplikacji, adres IP użytkownika oraz niektóre cookies są przekazywane do Google'a. Na serwery koncernu przesyłane są także adresy URL wprowadzone przez użytkownika.

Nawet jeśli Google zapewnia, że nie zbiera prywatnych danych, to krytycznie nastawieni obserwatorzy nie przestaną być podejrzliwi. Co najmniej od czasu wpadki z danymi w AOL, kiedy to 20 milionów haseł wyszukiwania wpisanych przez 658 tysięcy klientów ujrzało światło dzienne, stało się jasne, że bezpośrednie osobiste informacje nie są wcale konieczne, aby wyciągać wnioski co do użytkowników. Poza tym nie jest już tajemnicą, że takimi skumulowanymi zbiorami danych odnośnie do haseł wyszukiwania mogą się interesować także instytucje państwowe, o czym przekonano się na początku roku 2006 w USA.

Strategia

Analizując doniesienia z prasy i obserwując to, co dzieje się na rynku oprogramowania, można postawić hipotezę, że konkurencja między Google'em a Microsoftem dotyczy przede wszystkim środowiska aplikacji biurowych. Zauważmy, że dla tzw. końcowego użytkownika posługującego się edytorem tekstu i arkuszem kalkulacyjnym system Windows jest przede wszystkim platformą umożliwiającą funkcjonowanie pakietu Office.

Wyszukiwarkowy potentat zdaje sobie z tego sprawę i proponuje nowy model funkcjonowania tego rodzaju aplikacji: Google Gears. W tym modelu użytkownik nie musi kupować systemu operacyjnego z myślą o odpowiednim pakiecie biurowym, a następnie słono płacić za sam zestaw aplikacji wchodzący w jego skład. Może korzystać z programów uruchamianych bezpośrednio w Sieci. W przypadku Office'a integracja z Internetem jest dodatkiem, a w przypadku produktów online'owych rdzeniem.

Jeśli operacja Google'a się powiedzie, to zamiast nabywać oprogramowanie pisane z myślą o konkretnym systemie operacyjnym użytkownik będzie mógł skorzystać z usługi polegającej na dostępie do software'u obecnego w Sieci (Software as a Service). Oczywiście, aby taki model mógł odnieść sukces, potrzebne jest odpowiednie środowisko uruchomieniowe lub OS.

Chrome jest więc kolejnym elementem układanki, gwarantującym wyszukiwarkowemu potentatowi niezależność od zewnętrznych dostawców oprogramowania. Wystarczy dostosować tylko ten komponent do konkretnego systemu czy architektury i nie trzeba się martwić o przenośność konkretnych aplikacji. Widać tu oszczędność związaną z przyjętym modelem dystrybucji oprogramowania bardziej jako usługi niż jako wykonywalnego kodu umieszczonego na nośniku.

Poza tym Google Chrome, jak zauważają jego twórcy, ma szansę dyktować trendy w świecie World Wide Web. Nie chodzi tu tylko o innowacje w samych technikach skryptowych czy renderowaniu (X)HTML-a, ale przede wszystkim o możliwość umieszczania przez programistów Google'a mechanizmów potrzebnych do poprawnego działania nowych aplikacji. Jeśli na przykład okaże się niezbędne dodanie modułu obsługującego nowy typ multimedialnego strumieniowania, to w silniku browsera pojawi się odpowiednia funkcja wraz z uchwytem w języku JavaScript. Wtedy zdalnie wywoływana aplikacja (np. nowa wersja odtwarzacza YouTube) będzie mogła bez problemów z niej skorzystać.

Użytkownicy przyzwyczajają się do przeglądarek latami. Do dzisiaj zdarzają się internauci korzystający ze starej Mozilli czy wersji 5 i 6 Internet Explorera. Nawet jeśli Google Chrome nie zdobędzie silnej pozycji na tym rynku, to zawsze pozostanie silnikiem interfejsu przygotowanym przede wszystkim do prezentowania usług Google'a. Użytkownik posługujący się codziennie Firefoksem po uruchomieniu aplikacji pochodzącej od Google'a nawet nie zauważy, że w celu jej poprawnej obsługi wywołany został Chrome – nie jako przeglądarka do oglądania ulubionych blogów, ale jako środowisko operacyjne.
Na kilku znanych mi forach artykuł jest początkiem ciekawych dyskusji, może będzie tak i tutaj.

9
kujawsko-pomorskie / Bydgoszcz - cała Bydgoszcz i okolice
« dnia: 2008-08-31, 02:50:41 »
Witam.
Chętnie podzielę się każdą dystrybucją Linuksa jaką posiadam w formie "pusta płyta za płytę z systemem" lub pożyczę nośnik. Mogę także pomóc w instalacji i konfiguracji.

Dogadać się co do odbioru mogę z każdym.

Aktualnie posiadam:
Ubuntu 8.04 LTS Desktop Editions (64-bit) LiveCd i Core
KateOS 3.60 LiveCD oraz Core
Aurox 11 i 12
Fedora Core 9 x86_64
OpenSuse 11

Strony: [1]